Оглавление
- I
- II
- PROLOG
- SCENA I
- SCENA II
- SCENA III
- SCENA IV
- SCENA V
- SCENA VI
- PARODOS (WEJŚCIE CHÓRU)
- SCENA VII
- SCENA VIII
- SCENA IX
- SCENA X
- PARABASIS CHORI (ZWROT DO WIDZÓW)
- EPIRRHEMA (POBUDKA)
- ANTEPIRRHEMA (OD-ZEW)
- SCENA XI
- SCENA XII
- SCENA XIII
- SCENA XIV
- SCENA XV
- SCENA XVI
- SCENA XVII
- PROAGON (PRZED-TURNIEJ)
- SCENA XVIII
- SCENA XIX
- AGON (TURNIEJ)
- SCENA XX
- EPIRRHEMA (POBUDKA)
- SCENA XXI
- ANTEPIRRHEMA (OD-ZEW)
- SCENA XXII
- PARABASA WTÓRA
- EPIRRHEMA WTÓREJ PARABASY
- SCENA XXIII
- SCENA XXIV
- SCENA XXV
- SCENA XXVI
- SCENA XXVII
- SCENA XXVIII
- SCENA XXIX
- SCENA XXX
- AGON WTÓRY
- SCENA XXXI
- SCENA XXXII
- SCENA XXXIII
- EXODOS (ZAKOŃCZENIE)
- SCENA XXXIV
SCENA XXXII
Ci sami.
CHÓR
Myślę, że biją żywo serduszka młodzików,Co powie synal, ciekawe:Dopuściwszy się takich na ojcu figlików,Gdy wygra słowną rozprawę,Wtedy za skórę ojców nie wydamy z miechaNi dziurawego orzecha!Więc do dzieła, ty nowych zasad krzewicielu,Znajdź rację, by choć pozór był słusznego celu!
ODRZYKOŃ
Jakże miło poznać nowei dowcipne owe prawdyI ze wzgardą patrzeć z góryna społecznych praw przesądy!Gdy się przedtem zajmowałemcałą duszą li264 koniarstwem,Nie umiałem wypowiedziećni trzech zdań bez błędów mnóstwa:Teraz zaś, gdy mnie powstrzymałten mój stary, sam, od błazeństw,Zająłem się wiedzą wyższą,praktykami i studiami.Sądzę więc, że udowodnię,iż się godzi bić rodzica.
WYKRĘTOWIC
Toć, prze Zeusa, jedź, pojeżdżaj!Dla mnie lepiej jest z pewnościąOgierów ci karmić czwórkęniż raz wraz brać basarunek265!
ODRZYKOŃ
Otóż gdzieś mi przerwał mowę,wracam do przedmiotu mego;I pytanie pierwsze zadam:czy mnie biłeś, gdym był dzieckiem?
WYKRĘTOWIC
Oczywiście, lecz przez miłośći przezorność…
ODRZYKOŃ
Więc mów zaraz,Czy nie słuszna, bym ja ciebieobił również przez tę miłość,Skoro bicie już dowodemjest miłości – wedle ciebie?Czyliż ma być wolne możeod plag chłosty ciało twoje,Moje zasie nie? A jednakjam się również wolnym zrodził!Płaczą dziatki, biorąc chłostę:czemu nie ma płakać ojciec?Powiesz mi, że podług ciebie,taki jest przywilej dzieci.Ja zaś twierdzę, że staruszek,przebóg, to podwójne dziecko!Przeto rzecz słuszniejsza karcićstarych ostrzej niźli młodych,Zwłaszcza, że w podeszłym wiekuwcale nie przystoi grzeszyć!
WYKRĘTOWIC
Lecz na całym świecie nie matakich praw, by ojców bito!
ODRZYKOŃ
Czyż to nie był człowiek taki,jakoś ty jest, jakom ja jest,Który prawa nadał ongi,przodków słowem przekonawszy?Czyż nie wolno i mnie nadaćpraw najnowszych, by w przyszłościMogli w odwet bić do wolirodzicieli swych synowie?Jednak, ile batów wzięlim,nim to nowe prawo stanie,Odpuścimy ojcom z łaskii skwitujem porachunki.Patrzaj acan266 na kogutyi na inną wszechżywiznę,Jak ścigają, bijąc ojców!Aza różnią się czym od nas?Przebóg, chyba tym, że ustawna tablicach nie gryzmolą!
WYKRĘTOWIC
Czemuż tedy, gdy kogutynaśladujesz w każdej sprawie,Nie żresz z nimi na gnoiskui na płocie nie śpisz, siedząc?
ODRZYKOŃ
To nie jedno, panie miły!Tak Sokrates nie powiada.
WYKRĘTOWIC
Wobec tego nie bij ojca,bo sam na się bicz ukręcisz!
ODRZYKOŃ
Jak to mniemasz?
WYKRĘTOWIC
Skoro ciebie,jako ojciec prawnie karcę,Tak ty, gdy mieć będziesz syna…
ODRZYKOŃ
szydersko
Jeśli go zaś mieć nie będę,To te baty darmo wezmę,ty zaś umrzesz, drwiący ze mnie!
WYKRĘTOWIC
Mnie się zdaje, o rówieśni,że syn słuszne rzeczy prawi!Przeto mniemam, że się godziwręcz ustąpić po słuszności!Gdy bezprawie bowiem czynim,słuszna – byśmy brali cięgi.
ODRZYKOŃ
Poznaj inną mą zasadę!
WYKRĘTOWIC
Chcesz mnie chyba życia zbawić?
ODRZYKOŃ
Nie – i owszem: chcę ci ulżyć,żeś tam dostał, ile wlazło.
WYKRĘTOWIC
Jakimże to, mów, sposobem,chcesz mi, synku, sprawić ulgę?
ODRZYKOŃ
Matkę zbiję, jako ciebie!
WYKRĘTOWIC
ze zdumieniem i strachem
Kogo? Matkę, matkę zbijesz?!!Toli jeszcze większa zbrodnia!
ODRZYKOŃ
śpiewając i tańcząc
Cóż, a jeśli cię przekonamPrzez ten wywód mój nieprawy,Że konieczność bić swą mać?
WYKRĘTOWIC
Wtedy tobie mogę daćJednę radę: bez obawyZ Sokratesem, tym wyrodemI z nieprawym twym wywodemProsto w otchłań na łeb skacz!
zwracając się do chóru
Przez was, o Chmury, jam to wszystko wyznał,Wam powierzywszy całe szczęście moje!
OBIE ARCYCHMURY
Sam sobie służysz za sprawcę i kata,Gdyś tak „wykręcił” na zdrożny tor świata!
WYKRĘTOWIC
Przecz267 tego pierwej wyście mi nie rzekły,Lecz starca, gbura, jeszcze bardziej wzdęły?
OBIE ARCYCHMURY
Zawsze tak czynim, ile razy widzimCzłeka, co w sercu złe skłonności pieści:Wtrącim go na dno nieszczęścia i szydzim,By się nauczył dobrze bożej cześci 268 !
WYKRĘTOWIC
Wszystko to boli, o Chmury, lecz słusznie,Bo grzechem było wyprzeć się bezczelnie,Com gdzie pożyczył! Teraz, synu miły,Pójdziem bić na śmierć łotra ChajrefontaI Sokratesa, bo nas oszwabili!
ODRZYKOŃ
Nigdy nie będę moich krzywdził mistrzów!
WYKRĘTOWIC
Na bogi! Bój się Zeusa, Rodziciela!
ODRZYKOŃ
Patrzaj go! Zeusa! Jakiżeś ty wstecznik!Jestli Zeus jaki?
WYKRĘTOWIC
Jest!
ODRZYKOŃ
Ech! Już go nie ma!Wir tam króluje, wypędziwszy Zeusa!
WYKRĘTOWIC
Oj, to nieprawda, tylkom ja tak poplótłNa wiarę tego mędrka. Och, ja nędznik!!
gesty rozpaczliwe
ODRZYKOŃ
Sam tutaj szalej i sam bredź do siebie!
odchodzi spiesznie.
Страницаиз47
СкороКнижный режим