Оглавление
- I
- II
- PROLOG
- SCENA I
- SCENA II
- SCENA III
- SCENA IV
- SCENA V
- SCENA VI
- PARODOS (WEJŚCIE CHÓRU)
- SCENA VII
- SCENA VIII
- SCENA IX
- SCENA X
- PARABASIS CHORI (ZWROT DO WIDZÓW)
- EPIRRHEMA (POBUDKA)
- ANTEPIRRHEMA (OD-ZEW)
- SCENA XI
- SCENA XII
- SCENA XIII
- SCENA XIV
- SCENA XV
- SCENA XVI
- SCENA XVII
- PROAGON (PRZED-TURNIEJ)
- SCENA XVIII
- SCENA XIX
- AGON (TURNIEJ)
- SCENA XX
- EPIRRHEMA (POBUDKA)
- SCENA XXI
- ANTEPIRRHEMA (OD-ZEW)
- SCENA XXII
- PARABASA WTÓRA
- EPIRRHEMA WTÓREJ PARABASY
- SCENA XXIII
- SCENA XXIV
- SCENA XXV
- SCENA XXVI
- SCENA XXVII
- SCENA XXVIII
- SCENA XXIX
- SCENA XXX
- AGON WTÓRY
- SCENA XXXI
- SCENA XXXII
- SCENA XXXIII
- EXODOS (ZAKOŃCZENIE)
- SCENA XXXIV
SCENA II
Wykrętowic i Pachołek.
WYKRĘTOWIC
Lulajże, lulaj, lecz wiedz, że te długiSpadną ci na łeb niezadługo… wszystkie.
Milknie i zamyśla się.
A, do stu katów! Oby ta swacicha,Rajfura75 w rzeczy, zdechła była pierwej,Nim zeswatała mnię z twą zacną matką!
Lampka ciemnieje.
Aza76, mnie chłopski żywot wieść najmilejByło: legałem, gdziem chciał, w śmieciach, w brudzie,Ale w bród miałem oliwek, pszczół, jagniąt!Aliści żonę wziąłem – bratanicęMegakla, rodu Megaklesów córę…77Chłopski syn, wziąłem pannę z miasta; szumną,Dumną, spieszczoną, słowem arcyksiężnę78!Owa, po ślubie idziemy w łożnicę:Ja cuchnę wełną, wędzarnią i kisem79.Ona wonieje szafranem i mirrą,Lubieżnych pieszczot warg chce i całunków.Pompy, smaczności, Afrodyty kunsztów…
śmieje się jakby na wspomnienie
Hej! Nie powiadam, by też leniem była…Wżdy dziergła; ja jej tę starą opończęPrzed oczy kładę, mówiąc przez podobę:Dziergaj, byś wnet nas w biedę nie zadziergła…!
Wśród ostatnich słów lampka gaśnie.
KSANTIAS
Oliwy w lampce nie ma ani kropli!
WYKRĘTOWIC
gwałtownie
Co za pijaczkę oliwy tyś zażegł80?Sam do mnie! Weźmiesz w łeb!!
KSANTIAS
podchodząc ze strachem
Jegomość! Za co?
WYKRĘTOWIC
bijąc go w kark, mówi dobitnie i powoli
Za to, żeś wsadził za gruby knot w lampę!
Wrzeszcząc Ksantias ucieka – z lampą i tablicami.
Potem nam synek – ten oto, się rodził,Mnie i mej zacnej małżonce: więc zarazJęliśmy81 sądzić się o jego imię.Ona coś zawsze zowie go od konia:Dzierżykoń albo Miłokoń, Konisław,A ja mu dzieję82 po dziadku Odrzycu.Tak się swarzymy, aż po długim czasieGodzim się wspólnie zwać go Odrzykoniem83…Synka na łono wziąwszy, tak pieściła:„Kiedy urośniesz, jak Megakles, jadącW gród na rydwanie, płaszcz przewiesisz dumnie…”Jam zaś powiadał: „Kiedy z tej uboczyBarany pędząc, jak ociec w kożuchu”…Przebóg, nie słuchał nawet mojej gwary!No – i szkapiarnia zjadła wszytkie dudki84!
po chwilce milczenia
Noc dzisiaj całą suszę łeb, jak radzić…Mam ci plan jeden przecudowny, śmiały;Dali85 się syn doń przekonać – to wygram.Owo go zbudzić trza naprzód: ba, grzecznie:Jakoż go zbudzić najgrzeczniej, najsłodziej?
wchodzi na próg i woła czule
Odrzykoń! Odryś, Odrzykoś!
Страницаиз47
СкороКнижный режим