Rozdział III. O nadziei
Wystarczy bardzo małej dawki nadziei, aby spowodować narodziny miłości.
Nadzieja może później rozwiać się po upływie kilku dni; miłość mimo to zrodziła się.
Przy charakterze stanowczym, zuchwałym, porywczym oraz przy wyobraźni rozbudzonej nieszczęściami życia stopień nadziei może być mniejszy.
Nadzieja może ustać wcześniej, nie zabijając miłości.
Jeśli kochanek zaznał nieszczęść, jeśli ma charakter czuły i myślący, jeśli zwątpił o innych kobietach, jeśli ma żywe uwielbienie dla danej osoby, wówczas żadna pospolita rozkosz nie zdoła go oderwać od drugiej krystalizacji. Będzie wolał raczej marzyć o najsłabszej możliwości pozyskania kiedyś jej serca niż otrzymać od kobiety pospolitej wszystko, czym ona może go obdarzyć.
Trzeba by, aby w tym okresie (ale nie później, zważcie to dobrze) kobieta, którą kocha, zabiła w nim nadzieję z całym okrucieństwem i aby go sponiewierała publicznie w sposób zmuszający do zerwania wszelkich stosunków towarzyskich.
Narodziny miłości dopuszczają o wiele dłuższe przerwy między tymi wszystkimi okresami.
U ludzi zimnych, flegmatycznych, ostrożnych narodziny te wymagają o wiele więcej nadziei, i to nadziei o wiele bardziej ciągłej. Tak samo u ludzi starszych.
O trwaniu miłości rozstrzyga właśnie ta druga krystalizacja, podczas której człowiek czuje w każdej chwili, że trzeba mu być kochanym lub umrzeć. W jaki sposób po tym nieustannym przeświadczeniu, które z trwaniem miłości obraca się w nawyk, zniósłby ktoś samą myśl o tym, aby przestać kochać? Im charakter silniejszy, tym mniej zdolny do niestałości.
Tej drugiej krystalizacji brak jest prawie zupełnie w miłostkach z kobietami, które się oddają zbyt łatwo.
Z chwilą gdy dopełniły się krystalizacje, zwłaszcza druga, która jest o wiele silniejsza, obojętne oczy nie rozpoznają już pierwotnej gałęzi, ponieważ:
1. strojna jest w przymioty, czyli diamenty, których te oczy nie widzą;
2. strojna jest w przymioty, które nie są dla nich przymiotami.
Doskonałość pewnych wdzięków, o których mówi mu dawny kochanek jego ubóstwianej, oraz pewien błysk dostrzeżony w oczach są diamentem krystalizacji21 Del Rossa22.
Myśl o tym, zrodzona w ciągu wieczora, rozmarza go na całą noc.
Niespodziewana odpowiedź, która mi pozwala wejrzeć jaśniej w duszę czułą, szlachetną, gorącą lub, jak mówi gawiedź, romansową23, ceniącą ponad szczęście królów przyjemność samotnej przechadzki ze swym kochankiem w ustronnym gaju o północy, również rozmarza mnie na całą noc24.
On powie, że moja kochanka jest skromnisią; ja powiem, że jego kochanka jest ulicznicą.