Оглавление
- Rozdział pierwszy
- Rozdział drugi
- Rozdział trzeci
- Rozdział czwarty
- Rozdział piąty
- Rozdział szósty
- Rozdział siódmy
- Rozdział ósmy
- Rozdział dziewiąty
- Rozdział dziesiąty
- Rozdział jedenasty
- Rozdział dwunasty
- Rozdział trzynasty
- Rozdział czternasty
- Rozdział piętnasty
- Rozdział szesnasty
- Rozdział siedemnasty
- Rozdział osiemnasty
- Rozdział dziewiętnasty
- Rozdział dwudziesty
- Rozdział dwudziesty pierwszy
- Rozdział dwudziesty drugi
- Rozdział dwudziesty trzeci
- Rozdział dwudziesty czwarty
- Rozdział dwudziesty piąty
- Rozdział dwudziesty szósty
- Rozdział dwudziesty siódmy
- Rozdział dwudziesty ósmy
- Rozdział dwudziesty dziewiąty
- Rozdział trzydziesty
- Rozdział trzydziesty pierwszy
- Rozdział trzydziesty drugi
- Rozdział trzydziesty trzeci
- Rozdział trzydziesty czwarty
- Rozdział trzydziesty piąty
- Rozdział trzydziesty szósty
- Rozdział trzydziesty siódmy
- Rozdział trzydziesty ósmy
- Rozdział trzydziesty dziewiąty
- Rozdział czterdziesty
- Rozdział czterdziesty pierwszy
- Rozdział czterdziesty drugi
- Rozdział czterdziesty trzeci
- Rozdział czterdziesty czwarty
- Rozdział czterdziesty piąty
- Rozdział czterdziesty szósty
- Rozdział czterdziesty siódmy
- Rozdział czterdziesty ósmy
- Rozdział czterdziesty dziewiąty
- Rozdział pięćdziesiąty
- Rozdział pięćdziesiąty pierwszy
- Rozdział pięćdziesiąty drugi
- Rozdział pięćdziesiąty trzeci
- Rozdział pięćdziesiąty czwarty
- Rozdział pięćdziesiąty piąty
- Rozdział pięćdziesiąty szósty
- Rozdział pięćdziesiąty siódmy
- Rozdział pięćdziesiąty ósmy
- Rozdział pięćdziesiąty dziewiąty
- Rozdział sześćdziesiąty
- Rozdział sześćdziesiąty pierwszy
- Rozdział sześćdziesiąty drugi
- Rozdział sześćdziesiąty trzeci
- Rozdział sześćdziesiąty czwarty
- Rozdział sześćdziesiąty piąty
- Rozdział sześćdziesiąty szósty
- Rozdział sześćdziesiąty siódmy
- Rozdział sześćdziesiąty ósmy
- Rozdział sześćdziesiąty dziewiąty
- Rozdział siedemdziesiąty
- Rozdział siedemdziesiąty pierwszy
- Rozdział siedemdziesiąty drugi
- Rozdział siedemdziesiąty trzeci
- Rozdział siedemdziesiąty czwarty
- Epilog
- Главная
- Генрик Сенкевич
- 📚 Книги
- Камо грядеши
- Читать онлайн
- Rozdział sześćdziesiąty piątyRozdział sześćdziesiąty piąty
Rozdział sześćdziesiąty piąty
Pewnego wieczoru odwiedził Petroniusza senator Scewinus i począł z nim długą rozmowę o ciężkich czasach, w których obaj żyli, i o cezarze. Mówił zaś tak otwarcie, że Petroniusz, lubo zaprzyjaźniony z nim, począł się mieć na ostrożności. Narzekał, iż świat idzie krzywo i szalenie i że wszystko razem wzięte musi się skończyć jakąś klęską straszniejszą jeszcze niż pożar Rzymu. Mówił, że nawet augustianie są zniechęceni, że Feniusz Rufus, drugi prefekt pretorianów, znosi z największym przymusem ohydne rządy Tygellina i że cały ród Seneki doprowadzony jest do ostateczności postępowaniem cezara tak ze starym mistrzem, jak i z Lukanem. W końcu począł nadmieniać o niezadowoleniu ludu, a nawet pretorianów, których znaczną część umiał sobie Feniusz Rufus pozyskać.
– Dlaczego to mówisz? – spytał go Petroniusz.
– Przez troskliwość o cezara – odpowiedział Scewinus. – Mam dalekiego krewnego w pretorianach, który zwie się Scewinus, tak jak i ja, i przez niego wiem, co dzieje się w obozie… Niechęć rośnie i tam… Kaligula, widzisz, był także szalony, i patrz, co się stało! Oto znalazł się Kasjusz Cherea… Straszny to był uczynek i zapewne nie masz między nami nikogo, kto by go pochwalił, a jednakże Cherea uwolnił świat od potwora.
– Czyli – odrzekł Petroniusz – mówisz tak: „Ja Cherei nie chwalę, ale to był doskonały człowiek i oby bogowie dali nam takich jak najwięcej.”
Lecz Scewinus zmienił rozmowę i począł niespodzianie wychwalać Pizona. Sławił jego ród, jego szlachetność, jego przywiązanie do żony, a wreszcie rozum, spokój i dziwny dar jednania sobie ludzi.
– Cezar jest bezdzietny – rzekł – i wszyscy widzą następcę w Pizonie. Niewątpliwie też każdy pomógłby mu z całej duszy do objęcia władzy. Kocha go Feniusz Rufus, ród Anneuszów jest mu całkiem oddany. Plaucjusz Lateranus i Tuliusz Senecjo skoczyliby za niego w ogień. A toż samo Natalis i Subriusz Flawiusz, i Sulpicjusz Asper, i Afraniusz Kwincjanus, i nawet Westynus.
– Z tego ostatniego niewiele Pizonowi przyjdzie – odrzekł Petroniusz. – Westynus boi się własnego cienia.
– Westynus boi się snów i duchów – odrzekł Scewinus – ale to człowiek dzielny, którego słusznie chcą zamianować konsulem. Że zaś w duszy przeciwny jest prześladowaniu chrześcijan, tego nie powinieneś mu brać za złe, albowiem i tobie zależy na tym, by te szaleństwa ustały.
– Nie mnie, ale Winicjuszowi – rzekł Petroniusz. – Ze względu na Winicjusza chciałbym ocalić jedną dziewczynę, ale nie mogę, bom wypadł z łask Ahenobarba.
– Jak to? Czy nie spostrzegasz, że cezar znowu zbliża się do ciebie i poczyna z tobą rozmawiać? I powiem ci, dlaczego. Oto wybiera się znów do Achai, gdzie ma śpiewać pieśni greckie własnego układu. Pali się do tej podróży, ale zarazem drży na myśl o szyderczym usposobieniu Greków. Wyobraża sobie, że może go spotkać albo największy tryumf, albo największy upadek. Potrzebuje dobrej rady, a wie, że lepszej od ciebie nikt mu nie może udzielić. To powód, dla którego wracasz do łask.
– Lukan mógłby mnie zastąpić.
– Miedzianobrody nienawidzi go i zapisał mu śmierć w duszy. Szuka tylko pozoru, bo on zawsze szuka pozorów. Lukan rozumie, że trzeba się śpieszyć.
– Na Kastora! – rzekł Petroniusz. – Być może. Ale miałbym jeszcze jeden sposób prędkiego wrócenia do łask.
– Jaki?
– Oto powtórzyć Miedzianobrodemu to, coś przed chwilą do mnie mówił.
– Ja nic nie powiedziałem! – zawołał z niepokojem Scewinus.
Petroniusz zaś położył mu rękę na ramieniu:
– Nazwałeś cezara szaleńcem, przewidywałeś następstwo Pizona i powiedziałeś: „Lukan rozumie, że trzeba się śpieszyć.” Z czym to chcecie się śpieszyć, carissime?
Scewinus zbladł i przez chwilę patrzyli sobie w oczy.
– Nie powtórzysz!
– Na biodra Kiprydy! Jak ty mnie znasz dobrze! Nie! Nie powtórzę. Nic nie słyszałem, ale też i nie chcę nic słyszeć… Rozumiesz! Życie jest za krótkie, by warto było coś przedsiębrać. Proszę cię tylko, byś odwiedził dziś Tygellina i rozmawiał z nim równie długo jak ze mną, o czym chcesz.
– Dlaczego?
– Dlatego, abym jeśli mi kiedyś Tygellin powie: „Scewinus był u ciebie”, mógł mu odpowiedzieć: „Tego samego dnia był także i u ciebie.”
Scewinus słysząc to złamał laskę z kości słoniowej, którą miał w ręku, i odrzekł:
– Niech zły urok spadnie na tę laskę. Będę dziś u Tygellina, a potem na uczcie u Nerwy. Wszakże będziesz i ty. W każdym razie do widzenia pojutrze w amfiteatrze, gdzie wystąpią ostatki chrześcijan!… Do widzenia!
– Pojutrze – powtórzył, zostawszy sam, Petroniusz. – Nie ma zatem czasu do stracenia. Ahenobarbus potrzebuje mnie istotnie w Achai, więc może będzie się liczył ze mną.
I postanowił spróbować ostatniego środka.
Jakoż na uczcie u Nerwy cezar zażądał, by Petroniusz spoczął naprzeciw niego, chciał bowiem rozmawiać z nim o Achai i o miastach, w których mógłby z widokami największego powodzenia wystąpić. Chodziło mu najbardziej o Ateńczyków, których się bał. Inni augustianie słuchali tej rozmowy ze skupieniem, aby pochwytawszy okruszyny zdań Petroniusza podawać je później za swoje własne.
– Zdaje mi się, żem dotąd nie żył – rzekł Nero – i że narodzę się dopiero w Grecji.
– Narodzisz się dla nowej sławy i nieśmiertelności – odrzekł Petroniusz.
– Ufam, że tak się stanie i że Apollo nie okaże się zazdrosnym. Jeśli wrócę z tryumfem, ofiaruję mu hekatombę, jakiej żaden bóg nie miał dotąd.
Scewinus począł powtarzać wiersz Horacjusza:
– Okręt stoi już w Neapolis – rzekł cezar. – Chciałbym wyjechać choćby jutro.
Na to Petroniusz podniósł się i patrząc wprost w oczy Nerona, rzekł:
– Pozwolisz, boski, że wpierw wyprawię ucztę weselną, na którą ciebie przed innymi zaproszę.
– Ucztę weselną? Jaką? – spytał Neron.
– Winicjusza z córką króla Ligów, a twoją zakładniczką. Ona wprawdzie jest obecnie w więzieniu, ale naprzód, jako zakładniczka, nie może być więziona, a po wtóre sam zezwoliłeś Winicjuszowi poślubić ją, że zaś wyroki twoje, jak wyroki Zeusa, są niecofnione, przeto każesz ją wypuścić z więzienia, a ja oddam ją oblubieńcowi.
Zimna krew i spokojna pewność siebie, z jaką mówił Petroniusz, stropiły Nerona, który tropił się zawsze, ilekroć ktoś mówił do niego w ten sposób.
– Wiem – odrzekł spuszczając oczy. – Myślałem o niej i o tym olbrzymie, który zadusił Krotona.
– W takim razie oboje są ocaleni – odpowiedział spokojnie Petroniusz.
Lecz Tygellinus przyszedł w pomoc swemu panu:
– Ona jest w więzieniu z woli cezara, sam zaś rzekłeś, Petroniuszu, że wyroki jego są niecofnione.
Wszyscy obecni, znając historię Winicjusza i Ligii, wiedzieli doskonale, o co chodzi, więc umilkli, zaciekawieni, jak skończy się rozmowa.
– Ona jest w więzieniu przez twoją pomyłkę i przez twoją nieznajomość prawa narodów, wbrew woli cezara – odrzekł z naciskiem Petroniusz. – Jesteś, Tygellinie, naiwnym człowiekiem, ale przecie i ty nie będziesz twierdził, że ona podpaliła Rzym, bo zresztą, gdybyś nawet tak twierdził, cezar by ci nie uwierzył.
Lecz Nero ochłonął już i począł przymrużać swe oczy krótkowidza z wyrazem nieopisanej złośliwości.
– Petroniusz ma słuszność – rzekł po chwili.
Tygellinus spojrzał na niego ze zdziwieniem.
– Petroniusz ma słuszność – powtórzył Nero. – Jutro otworzą jej bramy więzienia, a o uczcie weselnej pomówimy pojutrze w amfiteatrze.
„Przegrałem znowu” – pomyślał Petroniusz.
I wróciwszy do domu był już tak pewien, że nadszedł kres życia Ligii, iż nazajutrz wysłał do amfiteatru zaufanego wyzwoleńca, aby ułożył się z przełożonym spoliarium o wydanie jej ciała, chciał bowiem oddać je Winicjuszowi.