Z Lafontaine'a
W pamiętnikach bestyjo-graficznych1 Ezopa2Jest wzmianka o uczynku miłosiernym chłopaI o pewnego węża postępku łajdackim.
Chłop wyszedł zimnym rankiem po chrośniak3 do sadu,Aż tu pod bramą wąż mu do nóg pada plackiem:Przeziębły, wpół skostniały, przysypany szronem,Już zdychał, już ostatni raz kiwnął ogonem.Chłop zlitował się nad tą mizeryją4 gadu5:Wziął go za ogon, niesie nazad6 w chatę,Kładzie go na przypiecku,Podściela mu kożuszek jak własnemu dziecku(Nie wiedząc, jaką weźmie od gościa zapłatę);Póty dmucha, póty chucha,Aż w nieboszczyku dobudził się ducha.Nieboszczyk wąż jak ożył, tak się wnet nasrożył:Rozkręcił się, do góry wyprężył się, syknąłI całym sobą w chłopa się wycela7,W swojego dobrodzieja, w swojego zbawicielaI wskrzesiciela!«A to co się ma znaczyć – zdziwiony chłop krzyknął —To ty w nagrodę dobrego czynuJeszcze chcesz mnie ukąsić? A ty żmii synu!»I wnet porwawszy dubasa8,Tnie węża raz pod ucho, drugi raz w pół pasa.Odleciał ogon w jeden, a pysk w drugi kątek;Rozpadło się żmijisko na troje żmijątek.Darmo drgająI biegają,Ogon za szyją, za ogonem szyja;Już nie zmartwychwstanie żmija.
Przytrafia się to często, że dobry człek jakiNiewdzięcznika przygarnie;Ale trafia się częściej, że niewdzięcznik takiPrzepada marnie.
Страницаиз1
СкороКнижный режим












